US/Seattle 3/3 – po MVP Global Summit 2007

Posted: 27 marca 2007 in Travel
1. Przed summitem (8-11 marzec)
2. MVP Global Summit 2007 (12-15 marzec)
3. Po summicie (15-21 marzec)
 
16 marzec – Okolice Seattle
Tego ranka wypożyczyliśmy samochód – Nissan XTerra. Nówka sztuka, na 3 doby, z ubezpieczeniami i opłatą za dodatkowego kierowcę wszyło niecałe $420. Auto miało na liczniku tylko 77 mil! Przejechaliśmy nim w ciągu tych 3 dni 822 mile – spaliliśmy jakieś 50 galonów (około 130$). Ehhh przy takich cenach można śmiało ruszać w trasę.
Podróż w dzicz rozpoczęliśmy od wjazdu na prom. Z jego pokładu mogliśmy podziwiać klimatycznie zamglone Seattle. Wyjeżdżając z promu Maciek zarysował trochę auto. Jak twierdzą niektórzy „to prom nas zarysował” ;). Tak czy owak byliśmy pierwszym klientem, który wypożyczył to nowe auto wiec chrzest był wskazany. Nasza podróż trwała około 12 godzin i ciężko opisać, co zobaczyliśmy. Myślę, że jedno, co mogę zrobić to dołączyć do posta kilka fotek. Powiem tylko tyle, że nie sądzę bym w Polsce znalazł tak wiele cudownych miejsc! Brzeg oceanu oraz jazda koło miejsc przypominających okolice morskiego oka, ale dużo większych, jest nie do opisania. Ciekawym miejscem był też las deszczowy gdzie mech w bardzo klimatyczny sposób obrastał drzewa. Przerażające są tylko duże odległości pomiędzy nimi.
 
17 marzec – Okolice Seattle cd
W ten dzień cały świat obchodził Dzień Piwa 😉 czyli Świętego Partyka. Okazał się on bardzo deszczowy, czego najlepszym dowodem był Maciek, który przemókł do „suchej nitki” jeżdżąc na nartach po Mount Baker. My postanowiliśmy pozwiedzać okolice. Wybrany sposób zwiedzania był bardzo amerykański – czyli przez okno samochodu. Po południu pojechaliśmy po coś do zakrapiania dzisiejszego święta. Kupiliśmy kilka irlandzkich piwek oraz 4 litrowy baniak amerykańskiego wina Carlo Rossi 🙂 Maciek stwierdził że nie damy rady go wypić, ale co on może wiedzieć o piciu. Zawartość butli zniknęła zadziwiająco szybko.
 
18 marzec – Powrót do Seattle
Trzeba opuszczać usytuowany pod Mount Baker śliczny drewniany domek. Cały poranek był pod znakiem pakowania oraz sprzątania. Po godzinnej jeździe postanowiliśmy sprawdzić jak smakuje prawdziwe amerykańskie śniadanie i zweryfikować czy obsługa dolewa kawę tak jak na filmach. Wszystko okazało się prawdą! Z mocno powiększonymi źrenicami ruszyliśmy w stronę Seattle. Po drodze zobaczyłem największy jak do tej pory – wodospad Snoqualmie. W mieście oczywiście odwiedziliśmy McCornika gdzie pochłonęliśmy ostatniego wielkiego amerykańskiego ćwierć-funciaka. Na tę noc wybraliśmy całkiem przytulny hotel Holliday Inn Express znajdujący się w okolicy Tacoma Airport.
 
19-21 marzec – Powrót
Kilka godzin po wylocie Kingi oraz Gabriela udałem się na następne „niespecjalne” śniadanie w amerykańskim stylu. Kolejne podejście do przesadnie słodkich naleśników oraz plastikowego bekonu – daje za wygraną. Śniadanie kończę słabą kawą, jabłkiem oraz bananem – co to ja Małysz ;)?
Na ostatni dzień w Seattle przewidziałem shopping. Centra handlowe zwiedzaliśmy oczywiście za pomocą wypożyczonego przez Aśkę samochodu. A dokładnie „plastikowego” Saturna :O, którego zamek centralny zostanie dla nas nieodkrytą tajemnicą. Około 17 Asia w całości dostarczyła nas do Holiday Inn Express, z którego Suhuttle Bus’em dojechałem do Tacoma Airport. Okazało się, że duty-free na tym lotnisku było raczej marne. Mimo to udało mi się kupić prezent dla czekającej z utęsknieniem w Polsce małżonki. Lot Seattle – Kopenhaga trwał 9 godzin i długi czas był największy problem. Problem pojawił się przy lądowaniu, kiedy schodzenie samolotu z 10 000 metrów spowodowało koszmarny ból mojej głowy. Powodem było moje przeziębienie, a dokładnie katar :(. Nie tylko ja miałem problem w czasie lądowania. Dziewczynka siedząca po przeciwnej stronie 10 minut sukcesywnie napełniała woreczek wcześniej zjedzonym posiłkiem. Po wylądowaniu nie cieszyliśmy się zbytnio, ponieważ nasz lot do Warszawy został odwołany! Jako powód podano zbitą przednią szybę :O Bilety zostały przebookowane na lot późniejszy. Jako rekompensatę dostaliśmy voucher o wartości 100 koron. Wystarczył na spaghetti ;(.
W Warszawie przy odbiorze bagażów trochę spanikowałem, kiedy pojawił się napis Last baggage, a mojego bagażu nadal nie było! Całe szczęście pojawił się ktoś z obsługi z kilkoma bagażami – był tam też mój… ufffff. Niestety bez górskich butów! Ehhh… złodziejskie linie 😦
O godzinie 1:10 w nocy dojechałem do Konina wiec cała podróż trwała: Seattle 19.03.07 19:40 – Konin 21.03.07 1:10. Cóż trochę długo, ale zdążyłem na swoje urodziny.
 
Niestety wszystko co dobre kiedys się kończy. Cały wyjazd był naprawde super: Summit, Seattle oraz ludzie których poznałem!
 
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s